Internet zatacza koło
Mój feed na Bluesky zupełnie inaczej wygląda na komputerze, a inaczej na telefonie. To rozdwojenie pokazuje co najmniej jedną ciekawą rzecz.
Najpierw zalogowałem się na komputerze. Na dzień dobry wiadomości z całego świata, żadnych po polsku. Byli tam naukowcy z różnych dziedzin, fanatycy literackiego folk horroru, specjaliści od klimatu i zagadnień cyfrowych, a do tego garść nerdozy. Bez trudu wybrałem pierwsze osoby do obserwowania.
Z ekscytacji aż napisałem, że wow, kiedy ostatnio znaleźliście faktycznie ciekawe osoby do obserwowania w coraz bardziej zgórnowaciałych mediach społecznościowych? Oznaczyłem jednego z moich nowych kolegów – @bigbeardedbookseller.com. Nowy kolega się ucieszył, podał dalej i w ogóle było miło.
Potem trafiłem na kanadyjską aktywistkę klimatyczną Julię Levin. Wspominała o perspektywach europejskiej branży stalowej, więc podrzuciłem raport, którego byłem współautorem, o scenariuszach dekarbonizacji tego sektora w Polsce. Dostałem lajka i od razu zrobiło mi się cieplej na serduszku. Poczułem, że internet faktycznie pozwala przekraczać granice.
Wcześniej byłem tak podjarany, kiedy wdałem się w rozmówki na polskiej instancji Mastodona (pol.social). Sami mili, spoko ludzie, a towarzystwa jest na tyle niedużo, że z łatwością przebijałem się ze swoimi wątkami.
Dlaczego na Mastodonie jest tak miło wyjaśnia Michał „rysiek” Woźniak, znany i szanowany aktywista sieciowy:
Fedi[wersum] zostało zbudowane przez furriesów, osoby trans i queer, neuroatypowe osoby z niepełnosprawnościami.
To dlatego tutejsza kultura jest jaka jest.
[…]
Jeśli dołączyłaś i zastanawiasz się „wow, jak to możliwe, że to miejsce jest takie wyluzowane i miłe?” – to dzięki wszystkim tym miłym osobom ze społeczności, które niektórzy nazywają „dziwnymi”.
No i powiem tak: dziękuję Wam „dziwne” osoby!
No bo patrzcie choćby na to. Na Mastodonie, kiedy chcesz coś napisać osobie, z którą wcześniej nie gadałaś, to wyskakuje ci okienko, że hej, bądź miły, bo to nowa znajomość i w ogóle, fajnie dać się poznać od bardziej cywilizowanej strony.
W tym wyskakującym okienku skrapla się całe przesłanie tej platformy. Bądźmy mili.
Na Bluesky też jest miło. W każdym razie tak mi się wydawało do momentu, kiedy zainstalowałem apkę na telefon.
Moja apka na telefon – inaczej niż ta w przeglądarce na PC – wie, że jestem z Polski i domyślnie serwuje mi to, co jej zdaniem Polaka – a w każdym razie takiego Polaka jak ja – interesuje. Czyli masową nawalankę prorządowych kont „silnych razem”.
Na razie nie udało mi się tego zmienić. Odpalam Bluesky na telefonie tylko po to, żeby się upewnić, co tam jest, a potem albo spadam, albo przełączam na pokazywanie tylko tych, których obserwuję.
Próbowałem oznaczać posty, że „nie chcę tego więcej widzieć”, ale efektów nie widać.
To rozdwojenie mojego Bluesky dobrze pokazuje, że wraz z upadkiem soc-mediowych monolitów jak Facebook, Twitter czy potencjalnie Instagram i Threads, historia zatacza koło.
W latach typu 2005-2010 moja aktywność w sieci skupiała się na forach tematycznych na silniku phpBB (by przemo), głównie na forach o grach RPG.
(Tak, to właśnie tym się zajmowałem, kiedy wy uczyliście się programować, rysować albo robić inne przydatne w życiu rzeczy. Ale przynajmniej jestem na Lubimyczytac! Forum Poltera , na którym jest ponad dwa tysiące moich postów, dalej działa. Po moim ukochanym forum 1k20.net jednak słuch zaginął).
Na tych forach dyskutowaliśmy o rzeczach. Często kompletnie bzdurnych, ale jednak o rzeczach. Posługiwaliśmy się przeważnie pseudonimami i czuliśmy się tam w miarę bezpiecznie. Nikt nie wpadał śmiać się z naszych zajawek i nie nazywał nas debilami, choć – trzeba przyznać – samo środowisko było wówczas bardzo toksyczne.
Korzystając z Facebooka czy Twittera dawno straciłem poczucie, że media społecznościowe to jest fajne miejsce do rozwijania zainteresowań. Ale po dołączeniu do Mastodona i Bluesky je odzyskałem!
Na polskim Mastodonie siedzi w dużej mierze środowisko lewicowych zajawkowiczów IT. Ale są instancje, na których siedzą pisarze, aktywiści, naukowcy i inne podzbiory ludzkości. Wiele osób używa pseudonimów zamiast nazwisk. Dlatego atmosfera jest podobna do tych dawnych forów.
Bluesky na razie swoimi filtrami sprzyja sensowniejszej rozmowie znacznie bardziej niż Twitter. Nie chowa tak bardzo treści, nie tnie zasięgów. Podkreślam – przynajmniej na razie. Długofalowo jest tak samo zagrożony jak Twitter – ktoś może albo rzucić się w pościg za pieniędzmi, albo kupić i zrobić z niego tubę dla faszytów. Dlatego powinniśmy zbudować swojego Twittera, najlepiej na Mastodonie.
Przez to, że odzyskałem to poczucie bycia w miejscu, gdzie się gada o rzeczach, mam poczucie, że historia social mediów zatoczyła koło. Ale mam też świadomość, że to bardzo optymistyczne sądzić, że tak pozostanie.