Prawda o ośmiornicach
Poznałem ostatnio ponurą ciekawostkę na temat ośmiornic. Niedługo potem nastąpił jednak nielichy zwrot akcji.
Ciężko mi było przejść obojętnie obok „The Mountain in the Sea” Raya Naylera, bo to science fiction o inteligentnych ośmiornicach – eksploruje zagadnienie świadomości na trzech przykładach: ludzi, androidów i właśnie ośmiornic.
Uczciwie powiem, że to umiarkowanie dobra książka, szczególnie pod względem fabuły i sposobu potraktowania głównego tematu. Historii bardzo brakuje wyraźniej zarysowanego konfliktu i dramaturgii. A w warstwie spekulacyjnej – kluczowej dla science fiction – problem jest taki, że relacja pomiędzy świadomością a kulturą czy uspołecznieniem jest zupełnie niesproblematyzowana. Bo czy wytworzenie jakiegoś rodzaju kultury jest automatycznie świadectwem istnienia świadomości? To bardzo zależy od tego, jak rozumiemy kulturę. Dlatego w warstwie spekulacyjnej Nayler trafia kulą w płot.
Także zostaliście ostrzeżeni, książka to raczej 6/10. Skupmy się więc na tym, co jest totalnie 10/10 – na ośmiornicach.
Bohaterki książki Naylera* badają osobliwe ośmiornice, które – jak się wydaje – ogarnęły komunikację symboliczną. To osobliwe nie tylko dlatego, że o rany, pierwszy gatunek poza ludźmi operuje komunikacją symboliczną, ale i dlatego, że ośmiornice uchodzą za ekstremalnie samotnicze. Poza kilkoma wyjątkami nie zaobserwowano, żeby w naturalnym środowisku żyły w grupach, a tym bardziej żeby ich interakcje wykraczały poza walkę o zasoby i samice. Z uwagi na tę samotniczość prawdopodobieństwo, że z całego świata zwierząt akurat ośmiornice rozwiną komunikację symboliczną, jest niskie. W spekulacji Naylera ośmiornice jednak przekraczają granicę i żyją w grupie i – co za tym idzie – rozwijają coś na kształt kultury.
Pierwotnie chciałem tu napisać o ponurej ciekawostce, którą poznałem z powieści Naylera, mianowicie: jak wygląda trajektoria życia ośmiornicy. Okazuje się, że po złożeniu jaj matki totalnie tracą apetyt na życie, przestają się odżywiać i umierają przed wykluciem się dzieci. W laboratoryjnych warunkach zaobserwowano nawet, że dokonują brutalnych samookaleczeń – odgryzają sobie kończyny albo tłuką się w ściany akwariów.
Samce też ewidentnie po pierwszym i jedynym stosunku w życiu tracą chęć do życia i, o ile samice ich nie zjadają, wędrują bez celu, żeby w końcu też rozpłynąć się w gęstej toni. Badania wskazują, że mechanizm tej nagłej głębokiej depresji ma związek z gospodarką cholesterolem.
Skoro matki nie dożywają do urodzin potomstwa, to się nim też nie zajmują, a to kolejna przeszkoda na drodze do rozwinięcia przez ośmiornice jakiejś formy komunikacji symbolicznej i idącej za nią kultury. Nie może bowiem być mowy o kulturze (w prostym rozumieniu tego pojęcia w każdym razie), gdy nie zachodzi dziedziczenie pozagenetyczne. A ośmiornice nie przekazują swojemu potomstwu wiedzy, którą gromadziły w trakcie życia i raczej nie dzielą się nią z innymi osobnikami.
Historia postkoitalnego samobójstwa uderzyła mnie chyba jako początkującego ojca, bo pokazuje ekstremalny przykład podporządkowania życia transmisji genu – po tym akcie egzystencja nie ma już sensu. Kto po otrząśnięciu się po narodzinach dziecka nie zastanawia się poważnie, co ma dalej robić, palec pod budkę!
Kiedy sprawdzałem, czy ośmiornice faktycznie są takie emo, czytałem o samookaleczeniach matek i samcach pogrążonych w stuporze, napotkałem jednak zwrot akcji. W naszej rzeczywistości, nie w powieściowej, też jest miejsce, gdzie ośmiornice żyją „stadnie” – konkretnie: na Pacyfiku u wybrzeży Nikaragui, gdzie zaobserwowano ośmiornice zakładające coś na kształt „wiosek”.
Zamieszkujące owe „wioski” ośmiornice nazywa się LPSO (od larger Pacific striped octopuses). Mają ok. 7 cm długości, żyją w grupach do 40 osobników nawet 300 metrów pod wodą, a ich samice nie umierają po złożeniu jaj.
Autorzy artykułu w New Scientist psują zabawę, bo wskazują, że interakcje społeczne LPSO są dość ograniczone, m.in. nie potrafią wzajemnie rozróżniać swojej płci. Na przeszkodzie do ewolucji w kierunku bardziej wyrafinowanych form uspołecznienia stoi tym razem już nie samotność, ale raczej krótki żywot pojedynczych osobników – żyją za krótko, żeby coś faktycznie rozkminić i przekazać dalej. Dlatego raczej nie wyjdą z morza, żeby pomścić wszystkie krzywdy, które sprawili im ludzie.
Mimo to sam nie będę jednak spał spokojnie. Od czasu potwierdzenia odkrycia LPSO udało się znaleźć też inne grupy towarzyskich ośmiornic. Kto wie, co im przyjdzie do głów (i macek).
—
* – Ten rodzaj żeński to nie jakaś językowa zagrywka z mojej strony. W tym wątku występują dwie kobiece bohaterki i bezpłciowy androidX, a potem dołącza do nich jeszcze jedna kobieta. Zdałem sobie z tego sprawę późno, bo angielska gramatyka nie epatuje rodzajnikami tak na dzień dobry jak polska. Dbałość o reprezentację kobiet jest w anglojęzycznej literaturze science fiction coraz częstsza.