Strona główna

Nie ma powodu, żeby korzystać z WhatsAppa…

… skoro istnieje Signal.

Z Signala korzysta się bardzo podobnie jak z WhatsAppa, ale Signal, w odróżnieniu od WhatsAppa, nie zbiera danych na Twój temat, nie interesuje się tym, z kim rozmawiasz, i nie zarabia na nim korporacja, która codziennie w aktywny sposób przyczynia się do psucia naszego świata.

Nawet jeśli nie zależy ci na prywatności, to może zależy ci na czymkolwiek, co koncern Zuckerberga niszczy. To też dobry powód, żeby przenieść się na Signala.

Daj mi pięć minut.

Historia gównowacenia

Przez lata Facebook był hitem, ale stopniowo tracił swój czar. Przestał być apką do sprawdzania, co u Twoich znajomych, a stał się tubą do pchania reklam do gardeł użytkowników. Cory Doctorow nazwał to zjawisko gównowaceniem.

Zamiast naprawić platformę, firma Zucherberga kupiła sobie za miliard dolarów kolejną – Instagrama.

Instagram też jest na prostej drodze do zgównowacenia. Lub już tam jest – zależy, kogo spytasz. Zasięgi osób, których treści cię interesują, spadają, a rośnie ciśnienie, z jakim użytkownikom pcha się reklamy, w tym megatony slopu. Globalnie ok. 10% reklam na platformach Meta stanowią reklamy „o podwyższonym ryzyku prawnym”, w tym oszustwa.

W 2014 roku firma Zuckerberga kupiła sobie kolejną platformę – WhatsAppa. Tym razem za 19 mld dolarów. Ten zakup miał przynieść szybki wzrost liczby użytkowników, szczególnie na rynkach, na których aplikacje oparte o czat przyjmują się szczególnie szybko. W wielu państwach bez WhatsAppa trudno załatwić wiele podstawowych spraw, które załatwia się przez internet. Na WhatsAppie ludzie czytają wiadomości, robią zakupy, zamawiają jedzenie czy załatwiają sprawy w urzędach.

W Polsce nie trzeba korzystać z WhatsAppa, żeby zrobić zakupy albo załatwić sprawy w urzędzie. Dlatego tym bardziej warto nie korzystać z niego wcale.

Pozorne szyfrowanie

WhatsApp deklaruje, że wiadomości, które wysyłamy za jego pośrednictwem, są szyfrowane. To miałoby znaczyć, że nikt poza nadawcami i odbiorcami, w tym właściciel WhatsAppa, czyli Meta, nie wie, co w nich jest. WhatsApp nawet chwali się, że korzysta z tego samego algorytmu szyfrowania co Signal.

Załóżmy, że nawet wierzymy, że to prawda (nie da się tego tak naprawdę zweryfikować, skoro WhatsApp – w odróżnieniu od Signala – nie ma otwartego kodu). To i tak nie oznacza, że korzystając z WhatsAppa jesteśmy anonimowi. Po co Meta – firma zarabiająca niemal wyłącznie na danych od użytkowników – utrzymywałaby platformę, na której nie ma jak zbierać danych o użytkownikach?

Polityka prywatności WhatsAppa wprost mówi o tym, że aplikacja, a więc tym samym Meta, gromadzi dane na temat użytkowników. Jak sami deklarują, zbierają m.in. informacje na temat tego:

  1. Jak korzystasz z ich usług
  2. Jak nawiązujesz kontakty z innymi osobami
  3. Do jakich grup i społeczności należysz
  4. Kiedy i jak często korzystasz z aplikacji
  5. Z jakich funkcji korzystasz
  6. Kiedy dokładnie wysyłasz i odbierasz wiadomości
  7. Z jakiego telefonu korzystasz
  8. Jaki masz system operacyjny
  9. Jaki jest poziom naładowania twojej baterii
  10. Jaka jest siła sygnału telefonicznego twojego urządzenia
  11. W jakiej sieci komórkowej jesteś
  12. Jaki jest twój adres IP

WhatsApp informuje też, że „nawet jeżeli nie korzystasz z naszych funkcji powiązanych z dokładną lokalizacją (…), wykorzystujemy adresy IP i pozostałe informacje, takie jak numery kierunkowe numerów telefonu, w celu ustalenia ogólnej lokalizacji (np. kraju / regionu)”.

Po co im te informacje? Żeby rozbudowywać twój profil, na podstawie którego będą mogli szuflować ci kolejne reklamy, w tym dopasowaną do Twojej osobowości propagandę, dezinformację i oszustwa.

Możesz zastanawiać się, po co WhatsAppowi dane z punktów 7-11, np. dane na temat poziomu naładowania baterii albo operatora, który zapewnia ci dostęp do sieci. Podpowiem: nie chodzi o diagnozowanie problemów z działaniem aplikacji, nie chodzi o troskę o twoje rachunki albo o to, żeby telefon nie rozładował ci się w trakcie rozmowy. Te dane są WhatsAppowi (czyli Zuckerbergowi) potrzebne do tego, żeby mogli tworzyć twój „odcisk palca” (ang. fingerprint), czyli identyfikator, za pomocą którego mogą powiązać dane na temat Twojej aktywności w WhatsAppie z tymi, które zbierają z innych aplikacji. Im więcej mają danych, tym drożej mogą sprzedawać adresowane do ciebie reklamy. W tym reklamy oszustw, propagandę i dezinformację.

Popularność WhatsAppa przykłada się do wzmacniania szkodliwego monopolu spółek technologicznych, które szkodzą nam na wiele sposobów. Im mniej mają danych, tym mniej mają pieniędzy i władzy. Dlatego warto wybierać alternatywy nawet wtedy, kiedy nie zależy nam na naszej indywidualnej prywatności, ale ważne są dla nas tematy zdrowej demokracji czy walki z globalnymi problemami, z którymi walczyć znacznie trudniej, gdy monopolista na rynku komunikacji pozwala na to, by na jego platformach szaleli propagandyści, oszuści i szkodnicy. Nie mówiąc już o wsparciu Mety dla radykalnych polityków, do których możemy mieć rozmaite zastrzeżenia.

Signalowi ufają eksperci

Co do tego, że Signal jest bezpieczny i zapewnia prywatność, nie musisz ufać mi. Sam bym sobie w tej sprawie nie ufał. Dzięki temu, że Signal ma otwarty kod i jest popularny na całym świecie, jest też dobrze przebadany przez ekspertów. Tu kilka przykładów:

Żadna z tych organizacji nie poleca korzystania do tych samych celów z WhatsAppa.

Efekt sieciowy

Załóżmy, że cię przekonałem i chcesz przenieść się z WhatsAppa na Signala. Bardzo się cieszę, ale, uprzedzając, jest jeszcze jeden problem. Musisz przekonać do przesiadki też tych, z którymi chcesz się komunikować.

Podstawowa trudność w przesiadaniu się na inne aplikacje do komunikacji jest taka, że do tanga trzeba dwojga. Co z tego, że sami przeniesiemy się na Signala, skoro niekoniecznie zrobią to ci, z którymi chcemy rozmawiać. Na tym polega efekt sieciowy – aplikacja służąca do komunikacji robi się tym lepsza, im więcej osób z niej korzysta, a im jest popularniejsza, tym trudniej się z niej wynieść.

Między innymi po to napisałem ten wpis, żeby dostarczyć ci wygodnego linka, który możesz wysłać znajomym, żeby skłonić ich do przesiadki. Mam nadzieję, że spróbujesz. Mnie się – do pewnego stopnia – udało przekonać część znajomych. Ale walka trwa. Mam nadzieję, że i ty w niej pomożesz.

Wydaje mi się, że zainstalowanie apki i napisanie kilku wiadomości do znajomych to niewielka cena za uczynienie świata odrobinę lepszym miejscem.