Strona główna

„Kasperl i Margit”, Maciej Płaza | ★★★★

Kolaż: Sarah Bernhard i kukiełka Kasperla na tle pocztówki z widokiem miasta Poznania.

Kolaż na podstawie: Kasperle-Figur - Museum Aargau, Switzerland - CC BY-NC-SA. Sarah Bernhard, fot. Napoleon Sarony. Posen, Totalansicht (pocztówka).

Dwójka tytułowych bohaterów Kasperla i Margit, najnowszej powieści Macieja Płazy, którzy występują też w roli narratorów, posługuje się zupełnie innymi językami. Margit opowiada wprawdzie z niemieckimi wtrętami, ale jej język to literacka polszczyzna. Brzmi jak bohaterka „Lalki”. Kasperl z kolei jest prostym chłopakiem, więc mówi poznańską gwarą z masą germanizmów, a rytm jego mowy to raczej rytm ulicznej śpiewanki niż poukładanej powieści w odcinkach. Najbardziej podobało mi się, jak sugestywnie przekręca słowa. Nietrudno się domyślić, czym zajmuje się „pornofesor”.

Maciej Płaza umieścił na końcu książki słowniczek, ale zdecydowałem się po niego nie sięgać. Podszedłem do rozdziałów Kasperla jak do jednej z powieści Jacka Dukaja, w których roi się od neologizmów. Tam słowniczka zazwyczaj nie ma, więc jedyne wyjście to czytać i uczyć się, co słowa znaczą, z kontekstu. Duża część frajdy z czytania polega właśnie na stopniowym poznawaniu języka i przypisywaniu słowom znaczeń. I tak też świetnie bawiłem się z „Kasperlem i Margit”. Teraz potrafię chyba poprawnie powiedzieć, na przykład, że oto wybieram się wybachać kakaluda, a potem spucnę coś, zbieram klunkry i fyram na fyrtel. Choć, przyznam, nie jestem pewien, na ile te słowa są autentycznymi okazami poznańskiej gwary.

Podobała mi się ta powieść (za wyjątkiem niektórych wątków w końcowej części) nie tylko ze względu na język, ale też dlatego, że jest porywającym przejazdem przez kawałek polskiej historii, a ja jestem głodny takich wycieczek. Szczególnie, że spojrzenie Kasperla, choć sam się chyba znienawidzę za to sformułowanie, to takie „Peaky Blinders”, tyle że akcja rozgrywa się głównie w Poznaniu i Berlinie między rokiem 1903 a 1934.

Polecam, jak mi się to przypadkiem przytrafiło, czytać w duecie z „Gołoborzem” Macieja Siembiedy.